Ten Pan Listopad łaził i łaził mi po głowie już od października. A, że wczoraj Krasnoludki miały wolny dzień, to nie trzeba było robić góry kanapek do szkoły i śniadania o 6:15 rano oraz miało się trzy dodatkowe pary rączek małych, lecz do pracy doskonałych, to Pan Listopad wreszcie wziął i powstał. I, oczywiście gra na basie :)
(Raczej jest to chyba viola da gamba, bo gra na siedząco i trzyma ją sobie na wiotkim kolanku)
A co do Świętego Marcina, to dwa dni temu było w lesie tak:
Pan Wiewiórka korzystał akurat z pięknej pogody i tak był zajety szukaniem i zbieraniem,że wcale się nie przestraszył:
A dziś----
Panu Listopadowi to w ogóle nie przeszkadza. Gra sobie na tym basie zarówno w cieniu---
----jak i na słoneczku:
Tak wyglada teraz echinacea, biedaczka:
A tak zmarzniete dynie: